Mak: Będę wymagał od siebie jeszcze więcej

05
sie

- Zawsze krytycznie patrzę na swoja postawę. Nie chcę gdzieś tam sobie tworzyć alibi, że długo pauzowałem. Walczyłem, walczyłem, walczyłem, ale czasem przy piłce powinienem był zagrać inaczej. W przyszłości będę wymagał od siebie jeszcze więcej - powiedział Mateusz Mak, który w starciu ze Śląskiem Wrocław pojawił się na murawie po raz pierwszy od 17 czerwca 2016 roku.

Nie ma chyba lepszego uczucia niż powrócić po tak długiej przerwie?
- Rzeczywiście. Bardzo dobrze jest wrócić na boisko. Cieszę się z tych 60 minut, które otrzymałem od trenera, ale humor byłby zdecydowanie lepszy gdybyśmy jednak wygrali. Osobiście jestem też zadowolony ze swojego występu. Dałem z siebie tyle, ile mogłem. Niestety nie wystarczyło to, żeby zwyciężyć.

Jak się czujesz po tym meczu? Odczuwasz jakieś zmęczenie, bóle?
- Oczywiście, po roku bez gry zmęczenie musiało być duże. Tych meczów brakowało mi najbardziej, bo żaden trening ich nie zastąpi. Praca podczas spotkania jest zupełnie inna. Bez nich nie da się dojść do pełni sprawności oraz formy, dlatego te 60 minut to było maksimum, co mogłam dać drużynie.

Trener Wdowczyk mówił przed starciem ze Śląskiem, że na boisku musicie pokazać przede wszystkim charakter. I chyba tak właśnie było.
- Na pewno nie można nam odmówić charakteru, ani ambicji. Gdzieś tam słyszałem od kibiców, że nam ich brakło, ale tak nie było. Pokazaliśmy na boisku duże zaangażowanie. Zostawiliśmy na nim serce. Moim zdaniem brakło tylko tego najważniejszego, czyli bramek.

Bramek czy szczęścia?
- Szczęścia też brakuje, bo rzeczywiście mamy tych sytuacji dużo. I myślę, że to są naprawdę dobre strzeleckie szanse. Wiele z nich powinniśmy wykorzystać, ale mimo wszystko piłka uparcie nie chce spocząć w sieci.

Czujecie niedosyt?
- Dokładnie. I dodatkowo jesteśmy wkurzeni, że nie ma trzech punktów. Zdajemy sobie sprawę jak bardzo ich potrzebujemy.

Spodziewałeś się, że zagrasz?
- Po tym jak przed tygodniem znalazłem się w meczowej osiemnastce, teraz po cichu liczyłem, że rzeczywiście dostanę szansę od trenera Wdowczyka. Pierwsza jedenastka była jednak sporym zaskoczeniem. Jestem za to bardzo wdzięczny. To dla mnie tylko dodatkowa motywacja. Będę chciał wrócić do pełnej dyspozycji, lecz do tego potrzebuję meczów. To one w dużej mierze kreują dyspozycję. Jednak na ten moment jestem zadowolony z swojej postawy.

Wychodząc na boisku miałeś w głowie ten ostatni, bardzo ciężki dla ciebie rok?
- Gdy wchodziłem na murawę rzeczywiście pomyślałem o tym wszystkim, co przeszedłem w ciągu ostatnich miesięcy. O operacjach, rehabilitacji, o chodzeniu o kulach, o godzinach ciężkiego treningu. Po tym wszystkim wyjście na murawę smakuje naprawdę wybornie.

Jak ocenisz swój występ?
- Wiem, że w kilku sytuacjach powinienem był się lepiej zachować. Zawsze krytycznie patrzę na swoja postawę. Nie chcę gdzieś tam sobie tworzyć alibi, że długo pauzowałem. Walczyłem, walczyłem, walczyłem, ale czasem przy piłce powinienem był zagrać inaczej. W przyszłości będę wymagał od siebie jeszcze więcej.

Nie miałeś momentu zawahania? Chwil, gdy odstawiałeś nogę, bo bałeś powrotu kontuzji?
- Zupełnie nie. Na boisku w ogóle o tym nie myślałem. Już na treningach pracowałem z pełnym obciążeniem, dawałem z siebie wszystko, aby znaleźć się w tej osiemnastce. A gdy już mi się to udało, walczyłem na maxa.

Twój powrót przypadł na mecz dla ciebie szczególny. Naprzeciwko miałeś swojego brata.
- Racja, to bardzo specyficzny dzień. Pierwszy występ po kontuzji i starcie z bratem. Cały czas gdzieś tam kątem oka patrzyłem jak mu idzie, ale w dużej mierze byłem jednak skupiony na swojej grze. On był po swojej prawej stronie, ja także. Nie było między nami pojedynków. Michał bał się zejść do mnie do środka. W ostatnich miesiącach zarówno on jak i ja znaleźliśmy się na zakręcie, ale jestem pewien, że teraz obaj powrócimy na właściwe tory.

W tym powrocie towarzyszyła ci rodzina. Kilku twoich bliskich pojawiło się na trybunach.
- Z Suchej Beskidzkiej przyjechało do Gliwic 15 osób, w tym moje siostry z mężami oraz dziećmi. Lenkę, moją siostrzenicę wyprowadzałem zresztą na boisko. 

Biuro Prasowe
GKS Piast SA